Szwedzka dyskoteka, czarnogórski dom publiczny, czyli Sikorski się skarży

Środa, 25 kwietnia 2012 (17:52)

Przy okazji prezentacji raportu Polskiej Służby Konsularnej za 2011 rok, minister Radek Sikorski poskarżył się, że niektórzy rodacy to dyplomatom żyć nie dają.

Zdjęcie

Sikorski Radosław spraw zagranicznych minister /AFP /INTERIA.PL
Sikorski Radosław spraw zagranicznych minister
/AFP /INTERIA.PL
- Konsulowie muszą  reagować  na wiele próśb  dotyczących spraw leżących poza zakresem ich obowiązków - mówił, prezentując. - Na telefon alarmowy Ambasady w Sztokholmie o północy zadzwonił obywatel polski z prośbą o interwencję, bo nie wpuszczono go na dyskotekę.


Reklama

- Do Ambasady w Podgoricy, również na numer alarmowy w nocy, telefonował nasz obywatel z prośbą o  zarekomendowanie mu "jakiejś sprawdzonej agencji towarzyskiej w Budvie" - skarżył się Sikorski.


- Do Ambasady w Ankarze dobijał się Polak z informacją, że od kilku godzin stoi w korku, oraz  z kategorycznym żądaniem, by konsul coś z tym zrobił - biadolił minister.


Nagminne są telefony w sprawach brudnych pokojów hotelowych, zbyt małych posiłków, prośby o załatwianie mieszkania.  Interwencje tego typu odciągają konsulów od ich koniecznych zadań. Zadaniem konsula jest służenie obywatelowi, ale nie w takim charakterze jak w tych przykładach. Dlatego proszę Państwa o upowszechnianie wiedzy, czego polscy obywatele mogą od konsulów oczekiwać, a czego nie - narzekał.


Straszne, panie ministrze. Straszne. Tylko szkoda, że jakoś nie płaczą publicznie dyżurujący przy telefonach pracownicy policji, pogotowia, straży pożarnej i tak dalej. Coś nam się wydaje, że mieliby o wiele więcej do opowiadania.

Artykuł pochodzi z kategorii: Mowatrawa