Wożą gości Sikorskiego. "Można było zamówić taksówkę. Ale po co?"

Poniedziałek, 25 sierpnia 2014 (15:24)

​Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, alias pan na włościach w Chobielin-Dwór, znów folguje sobie, jak donosi poniedziałkowy "Super Express", za pieniądze podatników...

Zdjęcie

Szef MSZ Radosław Sikorski. /AFP
Szef MSZ Radosław Sikorski.
/AFP

Jeśli nie śledziliście w miniony weekend na bieżąco naszych informacji, przypominamy, iż Ministerstwo Administracji zgodziło się na utworzenie miejscowości Chobielin-Dwór, która obejmować by miała ziemię na której stoi dom Radosława Sikorskiego.

Ma to, wg szefa MSZ, ułatwić zagranicznym gościom dotarcie do posiadłości szefa MSZ. Ponoć mieli - do tej pory - z tym problem.

Reklama

Na tym jednak Sikorski nie poprzestaje. Z informacji "SE" wynika bowiem, iż minister "dorobił się" już pierwszych "poddanych".

Zlecił bowiem funkcjonariuszom BOR odwiezienie służbowym samochodem zaprzyjaźnionych dzieci, przebywających u niego z gościną.

"W takich sytuacjach nic nie mamy do powiedzenia. Każdy sprzeciw to niemal pewna utrata pracy" - powiedział "SE" jeden z b. funkcjonariuszy BOR.

MSZ w całej sprawie nie dostrzega nic zdrożnego. Twierdzi, że funkcjonariusze BOR po prostu wracali na nocleg do Bydgoszczy i zabrali ze sobą po drodze dwójkę dzieci.

Tak przynajmniej tłumaczył się "SE" Marcin Wojciechowski, rzecznik BOR.

"Oczywiście, że można było zamówić taksówkę. Ale po co, skoro były wolne miejsca w aucie BOR?" - spytał Wojciechowski.

"Nie szukałbym tu sensacji" - dodał.

A że "borowcy" jechali spać już o godz. 17? Cóż...

emi



Artykuł pochodzi z kategorii: Na wybiegu