Nieładnie, Donaldu Tusku. Czyli pomiędzy politycznym wirtualem a przaśnym realem

Czwartek, 5 kwietnia 2012 (13:12)

Donald Tusk chce wydłużyć wiek emerytalny do 67 roku życia. Można się z nim zgadzać, można się nie zgadzać, ale odpowiedź na pytanie: "w jaki sposób ludzie po 60-tce znajdą pracę" premier właśnie efektownie spaprał.

Zdjęcie

Premier Donald Tusk /AFP /INTERIA.PL
Premier Donald Tusk
/AFP /INTERIA.PL
Grzegorz Rogiński - pisze Tomasz Machała w portalu "Natemat.pl" - od lat był fotografem Tuska. Ma doświadczenie. Jest laureatem "World Press Photo". No i ma 60 lat. A Kancelaria Premiera zlikwidowała właśnie jego stanowisko.

Czyli co, redukcja etatów? Tanie państwo? E, bez przesady. Machała cytuje "reporterkę polityczną jednej z telewizji informacyjnych": - Przyjęli jakiegoś mega młodego chłopaka.

Reklama

A konkretnie, młodszego o połowę fotografa, który zajmował się wcześniej m. in. robieniem zdjęć sportowych. Jak pisze Machała, nie ma etatu. Kancelaria rozlicza się z jego firmą. I podobno dostaje więcej, niż trzy tysiące, które miał pan Rogiński. Według "Natemat.pl" mówi się, że jest dobrym znajomym bliskiego współpracownika premiera - Igora Ostachowicza. Może będzie miał lepszą rękę do zdjęć Tuska na boisku.

To idzie młodość, wiadomo. No i co spec of zdjęć sportowych to spec od zdjęć sportowych. Tylko jakoś szkoda pana Grzegorza, któremu do emerytury zostało pięć lat. A gdyby objęła go reforma - zostałoby mu siedem. I tak to się praktyka z teorią mija. Jak zawsze.